Stres – reakcja ratująca życie

Życie w czasach niepewności w wielu ważnych obszarach: ekonomicznym, politycznym, zdrowotnym stanowi mieszankę stresorów dla wielu z nas trudnych do udźwignięcia. Nadmiar zagrożeń rzeczywistych i potencjalnych oprócz złego samopoczucia jest dla wielu z nas czynnikiem wywołującym zjawisko „odżywania” starych traum i lęków. Dawno zapomniane, nieprzyjemne zdarzenia i sytuacje, które przez lata przebywały w czeluściach „niepamięci” teraz nagle, bez powodu i konkretnych przyczyny powracają – jak duchy z przeszłości – wraz ze strachem i innymi destrukcyjnymi emocjami. Zjawisko to znane jest psychoterapeutom i znalazło już neurologiczne wyjaśnienie: silny stres.

Trochę (pre)historii

Dawno, dawno temu w epoce zbieraczy i myśliwych ludzie żyli krótko za to bardzo intensywnie. Nie przejmowali się drobiazgami, ponieważ ich nadrzędnym celem i życiowym zadaniem było przeżycie jako jednostka i przetrwanie jako gatunek i na tym skupiali całą swoją aktywność i uwagę. W tychże czasach stres towarzyszący ludziom związany był ze zdobywaniem pożywienia, obroną terytorium i pozyskiwaniem względów atrakcyjnych osobników płci przeciwnej a także zapewnieniem sobie i potomstwu opieki współplemieńców. W czasach tych, życie jednostki poza plemieniem kończyło się zwykle tuż po zachodzie słońca, gdy na polowanie wychodziły duże drapieżniki. Okoliczności przyrody wymagały refleksu i błyskawicznego rozróżniania: wróg? przyjaciel? okazja na seks? czy może szansa na pożywienie?
 Stres mobilizuje nas i napędza do działania. To dzięki stresowi w zamierzchłych czasach wychodziliśmy z jaskiń w poszukiwaniu pożywienia a dziś mobilizujemy się codziennie do dążenia do ambitnych celów i do uciekania od problemów. Nasze ciała genetycznie gotowe są zarówno do błyskawicznej mobilizacji jak i szybkiej regeneracji po stresie.

Cierpi ciało. Pewne jest, że ewolucja nie przygotowała nas do stresowania się na siedząco – a nie wybiegany stres skumuluje się w naszym ciele: w mięśniach, stawach, kręgosłupie, narządach wewnętrznych. Z powodu stresu i towarzyszących mu hormonów – cierpi mózg, serce, układ trawienny, płciowy, hormonalny… nieodreagowany stres obniża naszą odporność na choroby, skutkuje nie tylko słabą pamięcią ale też zawałami serca, udarami mózgu, nowotworami, chorobami psychicznymi w tym depresją; objawia się nadpobudliwością, rozgoryczeniem, frustracją, zagubieniem a co najgorsze potrafi jak na zawołanie przywoływać strach i lęki.

 Cierpi głowa. Długotrwały stres albo kilka sytuacji stresujących w krótkim czasie znacząco podnosi poziom adrenaliny w mózgu, a ta fizycznie niszczy połączenia neuronalne między głębszymi warstwami mózgu a korą mózgową. Brak tych połączeń automatycznie skutkuje powstawaniem różnego rodzaju lęków i stanowi źródło depresji. Żeby te połączenia prawidłowo odtworzyć mózg potrzebuje energii. Żeby energia mogła być skierowana przez oszczędny mózg na odbudowę (a nie walkę lub uciekanie) trzeba zapewnić mu SPOKÓJ. Trzeba przekonać mózg, że jesteśmy bezpieczni i „aktualnie nikt nas nie atakuje, żeby pożreć”. Tak jak król Julian uspokajał poddanych w „Pingwinach z Madagaskaru”.

Trochę neurologii i odrobina chemii

STRES to złożona reakcja organizmu na czynniki realnie lub potencjalnie zagrażające naszemu życiu. Reakcja ta obejmuje m.in. szereg skoordynowanych procesów chemicznych – służących aktywacji ciała do ucieczki, walki lub zastygnięcia. Czasy się zmieniają, a nasze ciała reagują tak samo jak w prehistorycznych epokach zbieraczy i myśliwych: automatyczną mobilizacją całego organizmu – pozostającą poza sferą naszej woli i świadomości. W stresie generalnie nie ma niczego złego pod warunkiem jednak, że możemy go odreagować oraz mamy spokojny czas na odpoczynek i regenerację. Nie jesteśmy przystosowani do stresowania się stale a tym bardziej na siedząco.

Żeby poradzić sobie ze stresem warto wiedzieć co go wywołuje, jak reaguje organizm i jak się uspokaja.

Wszystkie połączenia telekomunikacyjne świata w mózgu zajęłyby objętość wielkości ziarnka grochu. Analogia ta obrazuje nam jak niezwykłej mocy urządzenie nosimy pomiędzy uszami i jak wspaniale byłoby wykorzystać cały jego potencjał. Problem tylko w tym, że do obsługi tego niezwykłego „urządzenia” mamy tyle energii elektrycznej ile zużywa światełko w lodówce. Wyobraźcie sobie więc zarządzanie całą siecią telekomunikacyjną świata dysponując mocą 2,5 W. To bardzo, bardzo mało, dlatego mózg musi tą energią dobrze gospodarować a tak naprawdę to cały czas musi ją oszczędzać. Słowo „mózg” jest mało nieprecyzyjnie a żeby zrozumieć zjawisko stresu trzeba się przyjrzeć odrobinę bliżej i budowie i funkcjom jego poszczególnych części (nie wdając się przy tym w szczegóły, które mogłyby zatrzeć rozumienie całości). Trzeba wiedzieć, że dysponowanie energią i cała nad nią władza należy niepodzielnie do najbardziej pierwotnej i niepodlegającej naszej woli części mózgu – dla uproszczenia nazwano ją mózgiem gadzim1 Część ta obejmująca pień mózgu, podwzgórze z przysadką, wzgórza z szyszynką i móżdżek. „Wyrasta” z rdzenia kręgowego i rozwija się jako pierwsza jeszcze w łonie matki. Mózg gadzi decydując o wydatkowaniu energii, jest przy tym bardzo egoistyczny – zawsze najpierw dba o siebie i realizację swoich zadań. Jakie to zadania? Nadrzędnym zadaniem gadziego mózgu jest przeżycie naszego organizmu i przetrwanie naszego gatunku. Aby te zadania realizować kontroluje wszystkie funkcje życiowe: oddychanie, trawienie, wydalenie, bicie serca, ciśnieniem krwi, układ hormonalny i całą życiową chemię a także prokreację i obronę przed wszelkimi niebezpieczeństwami, które mogłyby zagrozić naszemu przeżyciu.
Ponieważ nadrzędnym celem mózgu gadziego jest przeżycie – dlatego zawsze trzyma w pogotowiu zapas energii na wypadek nagłego zagrożenia. Dzięki temu zapasowi właśnie w sytuacji zagrożenia potrafimy biec z prędkością rekordzisty świata i pokonywać ogrodzenia wyższe od nas – gdy goni nas pies albo bandyta.
W sytuacji zagrożenia a nawet gdy tylko sobie to zagrożenie przypominamy albo wyobrażamy poszczególne ośrodki części „gadziej” oraz wyżej położonej części zwanej mózgiem „ssaczym” precyzyjnie ze sobą współpracując błyskawicznie przygotowują organizm do zmierzenia się z niebezpieczeństwem.

 

 

.

W sytuacjach zagrożenia ciała migdałowate wszczynają alarm i wprowadzają organizm w tryb „uciekaj albo walcz”. Odcięte od energii zostają wszystkie układy nie biorące udziału w walce lub ucieczce – w tym kora mózgowa.

Stres – nierozerwalnie związany z życiem jaskiniowca – pojawiał się nagle i szybko znikał – rozładowywany poprzez ucieczkę lub walkę. Człowiek epoki kamiennej szybko regenerował siły psychiczne po stoczonej walce – wracając na piechotę do jaskini – z poczuciem sukcesu – ciesząc się uratowanym życiem… albo z jeszcze większym poczuciem sukcesu – niosąc zwłoki przeciwnika na posiłek dla współplemieńców. Hormony szczęścia w ciele szybko zastępują hormony stresu i w euforii wraca się do swojego plemienia.

 

W czasach współczesnych życie nie jest już takie proste. Pomijając atak fizyczny związany z realnym zagrożeniem życia lub zdrowia – stres najczęściej dopada nas gdy siedzimy: w samochodzie, przy biurku, na kanapie– a co gorsze, rzadko mamy szansę w reakcji na stres niezwłocznie uciec lub walczyć (używając mięśni innych niż język). To co możemy dziś zrobić – to zastygnąć w oczekiwaniu na oddalenie się niebezpieczeństwa, którym może być szef, klient, rodzic, współmałżonek, sąsiad czy zupełnie nieznajomy kierowca samochodu, któremu zajechaliśmy drogę.

 

Stres – reakcja ratująca życie

Reakcję stresową ciała najprawdopodobniej wywołują ciała migdałowate – działające poza naszą świadomością i kontrolą. Ciała migdałowate otrzymują sygnały z części mózgu bezpośrednio z nimi sąsiadujących m.in. podwzgórza i wzgórz a te z kolei m.in..z nerwów wzrokowych, słuchowych, węchowych – i błyskawicznie decydują, czy bodźce te mogą zagrozić naszemu życiu. Na wszelki wypadek wszczynają alarm nawet wtedy, gdy sygnały wydają im się tylko lekko podejrzane. Lepiej jednak pomylić się i „odruchowo” zatrzymać ciało na widok węża ogrodowego leżącego w trawie, niż nadepnąć na żmiję. Generalnie podejrzane jest wszystko, co niespodziewane i nieznane oraz to co wymaga poświęcenia energii życiowej, wiążące się z wysiłkiem, niepewnością, ale także… grożące utratą pozycji społecznej.

Ciała migdałowate uruchamiają układy dokrewne m.in. te związane z przysadką mózgową i nadnerczami, które poprzez hormony przygotowują organizm do ucieczki, zastygnięcia lub walki. Dochodzi do przyspieszenia oddechu, szybszej akcji serca, podwyższenia ciśnienia krwi; zwiększa się potliwość i napięcie mięśni; ciało drży i często następuje defekacja, aby zawartość brzucha nie spowalniała ucieczki. Energia zostaje skierowana do mięśni a układy nie biorące udziału w walce lub ucieczce zostają od energii odcięte.

Pozbawiona paliwa zostaje kora mózgowa (myślenie w ucieczce nie jest potrzebne a zużywa ogromne ilości tlenu i glukozy) – stąd wrażenie „pustki w głowie” na egzaminie i „braku języka a gębie” – gdy nas atakują słownie, a cięte riposty przychodzą do głowy, gdy już jest po wszystkim. W stresie tracimy jasność myślenia i nie przyjdzie nam do głowy żaden nowy, kreatywny pomysł. W stresie funkcjonujemy „na automacie” bazując na starych, wyuczonych zachowaniach nie podlegających świadomości i korze mózgowej.